Komputer szefa źródłem wirusów
W jaki sposób do pilnie strzeżonych programami antywirusowymi firmowych komputerów trafiają robaki? Zazwyczaj przez komputer szefa - ogłosili eksperci podczas londyńskiej konferencji poświęconej cyberterroryzmowi.
- Żywe trupy i trojany, czyli czego się bać w sieci
- Wideowirusy z internetu
- Rząd USA szuka hakerów...do pracy
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
By ochronić biurowe komputery przed wirusami i atakami hakerów, większość firm instaluje w nich niezwykle restrykcyjne firewalle i programy antywirusowe, które uniemożliwiają pracownikom
otwieranie prywatnej skrzynki mailowej czy ściąganie programów z internetu. Mimo tych zabezpieczeń, co jakiś czas zdarza się, że do firmowych systemów informatycznych wkradnie się wirus czy
robak. Jak się tam dostają? Zazwyczaj przez komputer... szefa – do takich wniosków doszli eksperci podczas londyńskiej konferencji poświęconej tematyce cyberterroryzmu.
- Pracownicy na wysokich stanowiskach zazwyczaj nie pozwalają ekipie IT na tzw. zamknięcie ich sprzętu, czyli zainstalowanie restrykcyjnego oprogramowania blokującego niepowołany dostęp do
komputera - mówi specjalista ds. cybeterroryzmu Yael Shahar z izraelskiego Instytutu Przeciwdziałania Terroryzmowi. Efekt? To właśnie przez komputery szefów do firmowych systemów trafia
najwięcej wirusów. Dodatkowym zagrożeniem jest fakt, że w komputerach pracowników na najwyższych szczeblach znajdują się najbardziej krytyczne dane, które z powodu braku dostatecznej
ochrony, mogą wpaść na twarde dyski hakerów.















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!