"Maturzyści, nie piszcie oryginalnie"
O tzw. kluczu, według którego oceniane są matury, powiedziano już wiele złego. Krytykują go nauczyciele, uczniowie i sam szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Krzysztof Konarzewski apeluje do maturzystów, którzy już jutro rozpoczną egzaminy, by nie silili się na oryginalność.
- Co dalej, czyli jak zaplanować przyszłość?
- Sprawdź, czy poradziłbyś sobie z francuskim
- Matura 2009 - kalendarz
- Jakie studia wybrać?
- Porady nie tylko dla maturzystów
- Studenci poprawiają maturę
- Cały czas starałam się trafić w klucz
- Sprawdź, czy zdałbyś maturę z polskiego
- Maturalny savoir-vivre
- Na maturze będę udawać głupszą, niż jestem
- Maturzysto, dziś musisz wyłączyć rozum
- Nie ma przecieku tematów maturalnych
- To nie matura, a sprawdzian z czytania
- Tylko idiota by oblał taki test
- Angielski bez klucza niestraszny
- Nie panikuj, ucz się z głową
- Jak się nie dać rozkojarzeniu
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-09

temp. min -21°C max. -1°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Już w najbliższy poniedziałek maturzyści zasiądą do pisemnego egzaminu z języka polskiego. I znowu ich głównym problemem będzie tzw. klucz, czyli standardowy sposób oceny odpowiedzi według z góry ustalonego schematu.
"Ogłupiający, niemądry, absurdalny" - tak w zeszłym roku oceniali klucz znani nauczyciele akademiccy. Na łamach DZIENNIKA wielokrotnie alarmowali, że uczy on młodych ludzi, by kurczowo trzymali się jednej, nakreślonej przez Centralną Komisję Egzaminacyjną interpretacji. Jednym z zagorzałych krytyków klucza był profesor pedagogiki Krzysztof Konarzewski. Kilka miesięcy temu to on został szefem CKE i zajął się reformowaniem egzaminu dojrzałości.
Klara Klinger: Tegoroczni maturzyści twierdzą, że im mniej wiedzą, im mniej przeczytali książek, tym większe mają szanse na egzaminacyjny sukces.
Prof. Krzysztof Konarzewski*: Rzeczywiście, egzamin maturalny w obecnym kształcie bada przede wszystkim umiejętność samoograniczania się. To oczywista ironia, bo przecież nie o to
powinno chodzić. Zresztą mieliśmy u nas w CKE dyskusję, jak dalece uczeń musi się trzymać poleceń. Ja mówiłem, że uczeń ma wykonać to, czego się od niego wymaga, ale niekoniecznie w tej
formie, jaka jest mu narzucona w poleceniu. Jednak inni koledzy twierdzili, że uczeń ma literalnie wykonywać wszystko, co znajduje się w treści zadania. Ale przecież matura to nie jest test
posłuszeństwa! Sam jestem wrogiem usztywniania klucza, bo to powoduje, że kiedy uczeń ma wskazać jeden wers wiersza, w którym omawia się podmiot liryczny, a pokaże dwa wersy, to mu się tego
nie zalicza. Bo przecież polecenie wyraźnie mówiło o jednym.
Czy w takim razie inteligentni maturzyści mają ponosić karę za kreatywność?
Przyznaję, że w tym roku jeszcze niewiele się zmieni. Dlatego jedyne, co mogę zrobić, to poradzić uczniom, by swoje najbardziej twórcze pomysły odłożyli na inną okazję. Matura to tylko
egzamin i nie wymaga wielkiej erudycji. Raczej sprawdza, na ile młody człowiek potrafi operować tą dość ograniczoną wiedzą, jaką zdobył w szkole. I jeszcze radzę, żeby pisząc
wypracowanie, raczej nie podejmować gry z egzaminatorem. Bo można tę grę przegrać.
A co powinien zrobić egzaminator, który poprawia wypracowanie dobre i oryginalne, ale zupełnie nie pokrywające się z kluczem?
Powinien się natychmiast skontaktować się najpierw z przewodniczącym swojej komisji, a jeśli ten nie będzie mu w stanie pomóc, również z Centralną Komisją Egzaminacyjną. U nas od
początku do końca matur w pełnej gotowości będzie czuwał sztab ludzi, którzy będą kierować wszelkie pytania do najwybitniejszych autorytetów z różnych dziedzin. Będziemy rozstrzygać
wszelkie wątpliwości. Po podjęciu decyzji w jednostkowym przypadku, powiadomimy o problemie egzaminatorów w całej Polsce, tak by mogli uwzględnić naszą decyzję. Tam, gdzie się da, już po
egzaminie będziemy rozluźniać klucz na podstawie próbki prac uczniowskich. Ale to będą jedynie kosmetyczne zmiany. Trudno sobie przecież wyobrazić, żeby tysiące egzaminatorów można było
przestawić nagle na inne tory. Mogę więc tylko obiecać, że postaramy się nikogo nie skrzywdzić.
Na razie licealiści zamiast zdobywać wiedzę, uczą się klucza.
Są nawet podręczniki, które uczą pod klucz. Wiem i ubolewam nad tym. I rozumiem, że wielu nauczycieli może być sfrustrowanych. Ale nauczyciel powinien pamiętać, że uczy nie po to, żeby
przygotowywać dzieci do testu, tylko żeby poszerzać ich wiedzę.
To trudne, bo przecież nauczyciele są rozliczani z wyników, jakie ich uczniowie osiągają na testach.
To już inna sprawa. Jeżeli ktoś jest nauczycielem z powołania, to trudno: niech go biją, ale i tak robi swoje. Jeżeli uczy dobrze, to i dzieci są dobrze przygotowane do matury.
Ale przecież ucząc ich kreatywnego myślenia, może im na egzaminie zaszkodzić.
To jest przypadek "Stowarzyszenia umarłych poetów" - jestem tak dobrym nauczycielem, że nie przygotowuję moich uczniów do funkcjonowania w szkolnym systemie. Jednak taki
nauczyciel nie jest naprawdę dobrym pedagogiem, bo edukacja nie polega na indywidualnym spotkaniu dwóch twórczych umysłów. Edukacja ma swoje reguły, bo jest masowa. Dlatego w tym słynnym
filmie Robin Williams poniósł klęskę, bo poszedł za daleko.
Teraz nikt nie próbuje naśladować bohaterów tego filmu. Wręcz przeciwnie, nauka polega przede wszystkim na wkuwaniu schematów. Jeżeli choć jeden licealista tak robi, to jest poważny powód do zmartwienia. Dlatego traktuję ten problem traktuję bardzo poważnie i obiecuję, że w przyszłym roku klucz zasadniczo się zmieni.
Jak?
Mam plan, by odejść od analitycznego sprawdzania wypracowań. Ale nie może tego rozstrzygać arbitralnie jeden człowiek, bo moglibyśmy spaść z deszczu pod rynnę. Ale mamy na to rok, który
nas dzieli od przyszłorocznej sesji egzaminacyjnej. Ten rok wykorzystamy na ulepszenie klucza.
Co ma pan na myśli, mówiąc o analitycznym sprawdzaniu wypracowań?
To system, który polega na liczeniu fragmentów wypowiedzi ucznia, czasem nawet pojedynczych zdań, związków frazeologicznych i akapitów. Uzyskuje się w ten sposób ogólny wynik wypracowania.
Jednak taki sposób oceniania jest zaprzeczeniem swobodnej i twórczej wypowiedzi. Dochodzi nawet do tego, że w poleceniu prosi się np. maturzystę: podaj trzy argumenty, uzasadnij je, podaj
jeszcze dwa przykłady, wskaż jeden fragment, itd. Po co? Tylko po to, by egzaminator mógł sobie odhaczyć, że to i to polecenie zostało wypełnione, i żeby potem mógł wypracowanie łatwo
ocenić. To ułatwienie tylko dla niego, natomiast uczniowi odbiera swobodę wypowiedzi. A przecież bez tej swobody nie można ocenić, jak dobrze maturzysta koordynuje swoje zasoby umysłowe w celu
wykonania zadania.
I w przyszłym roku to się zmieni?
Będę chciał, by egzaminator mógł uchwycić łączne walory pracy. Żeby mógł sprawadzać, czy tekst jest spójny, czy jest na temat, i czy zawiera przekonujące argumenty. I dopiero za to
uczeń otrzymywałby maksymalną liczbę punktów. Więc gdyby pojawiło się wypracowanie składająces się z sałatki słownej, ale ze "słusznych fraz", to nie można by go
było zaliczyć.
Czy teraz taka sałatka słowna umożliwia zdanie egzaminu, i to z wysoką punktacją?
Niestety tak. Wystarczy zrobić sałatkę słowną, ale z dobrych składników i zdać maturę.
























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!