Koniec żartów: roboty potrafią ewoluować
Umiejętność przystosowania się do nowych warunków to podstawa ewolucji. Według Darwina przetrwają nie najsilniejsi, ale ci, którzy są w stanie adaptować się do zmian. Jak się właśnie okazuje, ta prawda dotyczy nie tylko istot żywych. Również roboty potrafią ewoluować, czytamy w najnowszym numerze pisma "New Scientist".
- Zobacz, jak chomik pilotuje robota
- "Robot-ludożerca" okazał się wegetarianinem
- Porozmawiaj z komputerem
- 19-metrowy robot będzie strzegł Tokio
- Modelka-robot ma za grube nogi
- Wejdziesz w internet za pomocą myśli
- Zaczynają krzyżować ludzi ze zwierzętami
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-02-14

temp. min -20°C max. 1°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Roboty, które dotychczas budowali naukowcy, nie są zbyt bystre. Odtwarzają po prostu ciąg operacji, który mają zapisany w pamięci. I jakkolwiek skomplikowane nie byłoby ich oprogramowanie,
jeśli znajdą się w sytuacji, której nie przewidział programista, po prostu przestają działać. Nie potrafią bowiem - jak ludzie i inne stworzenia żywe - dostosowywać się do nowych
warunków. Dotyczy również sytuacji, gdy zostaną wyposażone np. w nowy czujnik, chociażby oko. To oczywiste, że jeśli mózg zawiadujący ich pracą nic o nim nie wie, robot nie będzie w
stanie z takiego oka skorzystać.
Być może jednak to się zmieni i to już niedługo. Christopher MacLeod, inżynier zajmujący się sztuczną inteligencją w brytyjskim Robert Gordon University, stworzył robota, który
dostosowuje się do zmian naśladujących biologiczną ewolucję. O co chodzi?
Trzeba zacząć od tego, że robot uczonego nie wygląda zbyt imponująco. Ma kształt niewielkiej książki wyposażonej w dwa sztywne kołki, którymi może poruszać. Są to odnóża urządzenia,
dzięki którym przenosi się czy raczej przeskakuje z miejsca na miejsce.
Robot dostał proste zadanie – tak poruszać kołkami, by przebyć jak największy dystans w ciągu tysiąca sekund. Musiał wypróbować wszystkie kombinacje ruchów, a następnie wybrać
najbardziej efektywną. Kiedy to już się stało, urządzenie zostało wyłączone. Naukowiec dodał mu pierwszy ruchomy staw i dodatkowy kołek. Tym samym robot uzyskał znacznie bardzie
zaawansowaną nogę.
Ale jak poruszać się z czymś takim? Poprzedni sposób, który przypominał ruchy podskoczka mułowego, przestał się sprawdzać. Robot zaczął od tego, ale kiedy dawny krok okazał się
nieefektywny, zaczął wypróbowywać inną konfigurację ruchów. Wreszcie znalazł taką, która zadziałała – tym razem drobił nóżkami jak salamandra.
Jak to możliwe? Otóż mózg urządzenia, czyli jego oprogramowanie, rozwijał się trochę tak jak mózg ewoluujących zwierząt. Gdy nabywały one nowe umiejętności albo np. rozwijały im się
nowe kończyny, w ich umyśle pojawiały się nowe skupiska neuronów, które zajmowały się zawiadywaniem nimi. To samo dotyczy robota – gdy znajdował optymalny sposób chodzenia, jego
kod powiększał się o nowo odkryte procedury.
Na koniec uczeni postanowili, że robot wyewoluuje do stadium ssaka. Urządzenie dostało dodatkowe dwie kończyny. I znów początkowo próbowało poruszać się jak salamandra, ale gdy okazało
się to nieefektywne, zaczęło szukać innego rozwiązania. Ostatecznie biegało tak jak ssaki. Podobnie jak poprzednio jego mózg, czyli oprogramowanie, rozwinął się, zapisując nowy sposób
działania.
MacLeod planuje już rozwinięcie prowadzonych przez siebie doświadczeń. Otóż chce zmienić zadanie, które dano robotowi. Dotychczas miał on tylko dojść jak najdalej (w rozwiniętej wersji
eksperymentu unikając światła dzięki wykorzystaniu zamontowanej na jego głowie kamery). W przyszłości naukowiec chce postawić przed robotem znacznie większe wyzwanie – pozwolić mu
samemu zdecydować, ile kończyn i jakich czujników potrzebuje do wykonania konkretnych poleceń.
Jak widać, narodziny sztucznej inteligencji mogą nastąpić znacznie szybciej, niż przypuszczamy.

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!