Jak Google zarobi na naszych danych
Google przejął właśnie 19. spółkę w tym roku. Internetowy gigant przejął właśnie Jambool, firmę pozwalającą na tworzenie wirtualnych systemów płatniczych, wykorzystywanych w serwisach społecznościowych, grach i aplikacjach. Koncern szuka sposobów umocnienia się na rynku. Jeden z nich to handel naszymi danymi.
- Prezesi Google zarabiają... dolara rocznie
- Google najlepszym pracodawcą w Stanach
- Z Google przeżyjesz podróż na Marsa
- Google stawia teraz na telewizję
- Jak stracić pracę przez zdjęcie w internecie
- Ludzie nie chcą Google Street View ze strachu?
- Google i YouTube idą na wojnę z Apple
- Używasz Gmaila? Uważaj na skrzynkę! Google ostrzega
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-21

temp. min 6°C max. 30°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Przejęcie to kolejny krok Google’a w kierunku rzucenia rękawicy Facebookowi, serwisowi społecznościowemu, z którego korzysta 500 mln osób. Plan zaistnienia firmy na tym rynku potwierdza seria jej ostatnich kroków, takich jak przejęcie Slide, firmy zajmującej się tworzeniem aplikacji dla serwisów społecznościowych. Wśród usług, które otwierają mu drogę do internetowych społeczności, koncern ma już platformę komunikacyjną Google Buzz i wyszukiwarkę osób Google Profiles. Jednak są to tylko elementy większego projektu. Według Kevina Rose’a, założyciela serwisu Digg, będzie się on nazywał Google Me.
Wejście Google w serwisy społecznościowe, w których internauci zostawiają nie tylko dane o tym, czego szukają w sieci, ale także zdjęcia, komentarze, informacje o zainteresowaniach, preferencje religijne czy zakupowe – wywoła dyskusję na temat ochrony danych i wykorzystywaniu ich w celach reklamowych. Tym bardziej że Google chciałby szerzej wykorzystywać wiedzę o użytkownikach. Dziennik „The Wall Street Journal” ujawnił wczoraj siedmiostronicowy tajny dokument Google, w którym koncern kreśli sposoby wykorzystania gromadzonych danych. Jednym z nich jest stworzenie platformy, za pomocą której mógłby nimi handlować.
„WSJ” przypomina, że obecnie Google nie wykorzystuje komercyjnie wszystkiego, co o nas wie. W całości używa tylko danych, które wpisujemy do okna wyszukiwarki – dzięki nim ubiegłoroczne przychody Google’a wyniosły 23,7 mld dol. W mniejszym stopniu do adresowania reklam wykorzystuje informacje z poczty Gmail czy YouTube, ale w ogóle nie używa w tym celu informacji, jakie zostawiamy w Buzz, przeglądarce Chrome czy systemie transakcyjnym Checkout. Dyskusja, czy tego nie zmienić – jak twierdzi „WSJ” – wciąż w Google’u trwa. Branża internetowa, także w Polsce, pilnie śledzi ruchy giganta. Im więcej danych, tym łatwiej sprzedawać reklamy, ale tylko Google może wyraźnie przesunąć granicę tego, co wolno, a czego nie.












































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!