W Polsce zaczyna brakować wody
Reglamentowana woda oraz kryzys żywnościowy - to może nas czekać już za kilkanaście lat. Bo choć trudno w to uwierzyć, Polska zamienia się w step. Wysychają stawy i rzeki, a ziemia zmienia się w skorupę. Naukowcy ostrzegają, że zjawisko dotknęło jedną piątą powierzchni kraju. To wynik komunistycznych eksperymentów w rolnictwie i globalnego ocieplenia - pisze DZIENNIK.
- Naukowcy uciekają z Arktyki
- Auto na prąd od jesieni w Polsce
- Pranie w filiżance wody
- Za pięć lat zaleje nas arktyczne morze
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-17

temp. min 0°C max. 15°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Pomijając katastrofalną powódź przed 11 laty, z permanentną suszą mamy do czynienia właściwie od 1982 r." - mówi DZIENNIKOWI prof. Maciej Sadowski z Instytutu Ochrony Środowiska. Z raportu ośrodka wynika, że najgorsza sytuacja z wodą panuje w Wielkopolsce, jednak problem dotyczy już także większości terenów Polski południowo-wschodniej i środkowej.
Za przemianę Wielkopolski w step odpowiedzialny jest człowiek. W czasie zaborów wykarczowano Puszczę Notecką, co doprowadziło do przesuszenia gleby.
Katastrofę przyspieszyły eksperymenty z rolnictwem, które komunistyczne władze prowadziły po II wojnie światowej - betonem regulowano rzeki i osuszano torfowiska. Skalę problemu widać na
przykładzie jezior i stawów. Jeszcze sto lat temu w Wielkopolsce było ponad 11 tys. małych zbiorników wodnych. Do 1940 r. przetrwało niecałe 5 tys., dziś jest niewiele ponad 2 tys. I ich
liczba ciągle spada. Brak stawów i torfowisk powoduje obniżanie się poziomu wód gruntowych i dalsze wysuszanie gleby. I tak koło się zamyka.
"A na dodatek jesteśmy rozrzutni w gospodarowaniu wodą. Mamy wodochłonny przemysł oraz nieszczelne wodociągi, w efekcie ponad połowa wody zabieranej przyrodzie wycieka nieszczelnymi
rurami" - mówi nam Przemysław Nawrock z organizacji ekologicznej WWF. "Wciąż też regulujemy rzeki, przyspieszając odpływ wody. Realizujemy to według koncepcji technicznych
pamiętających czas Stalina, wbrew unijnemu prawu" - dodaje.
Skutki tego procesu będą dla nas opłakane. "Woda może stać się towarem reglamentowanym jak kiedyś benzyna" - opowiada prof. Sadowski. Zmiany klimatu uderzą też mocno w rolnictwo, bo plony będą coraz mniejsze. Ratunkiem będzie import żywności (Unia Europejska ma jej sporą nadwyżkę), ale wówczas trzeba będzie się zmierzyć z problemem bezrobotnych
rolników. A będzie to bardzo kosztowne. Ale to nie koniec. Prażące coraz mocniej słońce oraz stepowienie gleby spowodują, że znikną znane nam dotąd rośliny. Grozi to nawet tak powszechnemu
w naszym kraju ziemniakowi, który nie lubi zbyt wysokich temperatur. "A zamiast pszenicy czy żyta będziemy zmuszeni uprawiać afrykańskie sorgo" - dodaje Sadowski.
Zdaniem naukowców procesu stepowienia nie da się już powstrzymać, ale można go spowolnić. Przede wszystkim gminy powinny zwiększyć powierzchnię lasów oraz zainwestować w tzw. małą
retencję. Powinno się także wyposażyć rowy melioracyjne w zastawki, bo obecnie zdecydowana większość rowów jedynie odprowadza wodę, a jej nie zatrzymuje. W walkę ze stepowieniem powinny
się także włączyć władze w Warszawie. "Rząd powinien opracować system zachęt dla rolników, by stali się tzw. strażnikami krajobrazu. W tym celu powinno się wykorzystać unijne
fundusze, które są przeznaczone na ochronę różnorodności biologicznej obszarów wiejskich czy ochronę środowiska i krajobrazu" - mówi DZIENNIKOWI profesor Tomasz Żylicz z
Warszawskiego Ośrodka Ekonomii Ekologicznej.









































~jj2011-11-24 22:52
Co za bzdura. Ci tzw eksperci podobnie jak na zachodzie żyją z tego, że straszą ludzi, globalnym ociepleniem, które jest bzdurą wyssaną z palca Klubu Rzymskiego. Przeczytajcie First Global Revolution, Klubu Rzymskiego! Reglamentowanie wody? A może woda na kartki?
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!